Tutivillus na wagarach- Bardo

Jako, że nawet Tutivillus potrzebuje wakacji, zatem coraz częściej uciekam na wagary.

Nie inaczej było dwwa lata temu w listopadzie. Jechaliśmy sobie właśnie tak z Dionizym przed siebie, właściwie chyba do Paczkowa. Ale, przypomniało mi się, że przecież niedaleko jest Kamieniec Ząbkowicki z pałacem Marianny Orańskiej. I już, już mieliśmy obrać stosowny kierunek, kiedy po drodze pojawiło się BARDO.

Oczywiście, skoro się pojawiło, to zgodnie z naszą odwieczną zasadą, że najpiękniej i najciekawiej jest off the beaten tracks – zjechaliśmy z Ósemki. 

Ależ to Bardo jest zachwycającym miasteczkiem. 

Całe jest „pod górkę”… Z barem mlecznym o smakowitej nazwie „Pyza”, z kawiarnią przy słynnym moście na Nysie Kłodzkiej. Z miejską trasą turystyczną (w czterech językach: polskim, czeskim, angielskim i niemieckim), z uroczymi postaciami rowerzystów (że śrubek i rurek), a nade wszystko – z kościołem w samym sercu miasteczka.

Kościół sprawia wrażenie jeszcze potężniejszego niż jest w rzeczywistości, przez to, że niemal wyciśnięty jest w niewielki plac, dziś zwany Placem Wolności (wolności od czego, lub od kogo?). 

Kościół zasługuje na specjalną atencję. Bo nie dość, że to niezwykle elegancki barok, to jeszcze ma istne skarby – jak choćby zachwycające organy, figurkę NMP, uważaną za cudowną, czy obrazy Willmanna. Kto nie „załapał się” na wystawę we Wrocławiu, niech koniecznie jedzie do Barda. Podczas naszych wagarów, ołtarz główny był poddawany konserwacji, ale od czego zdjęcia w sieci…

Nawet wyłączone światła nie odbierają wnętrzu kościelnemu uroku i piękna. Ołtarze boczne są na szczęście podświetlone. Może niekoniecznie prawidłowo, ale są. Gorzej, że na historycznych ołtarzach niejednokrotnie poustawiane są kopie jakichś świętych obrazów, stanowiące rażący dysonans. 

I jeszcze jedno. Toaleta publiczna, nieopodal kościoła, była czynna (natychmiast przywołałam w pamięci partyzantkę toaletową w innym uroczym mieście – Nowym Stawie, czy w rónie uroczej Ornecie… I tutaj – konstatacja, że jednak można). 

Kiedy my trafiliśmy do Barda, akurat centrum było poddawane rewitalizacji, zatem było rozkopane, bowiem czas naglił, ponieważ projekt był współfinansowany przez UE z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego… 

Ale nawet widok budynków wołających o remont, czy „rewitalizację”, koniecznie jeźdźcie do Barda!

A jak już tam będziecie, to najpierw trzeba iść na słynny Kamienny Most na Nysie Kłodzkiej, potem na znakomitą kawę (albo piwo) do kawiarni Stary Most. A jeszcze potem koniecznie trzeba poświęcić czas, by zwiedzić Bazylikę. Nie widziałam ruchomej szopki (niektórym się to podoba, więc warto, żeby „zaliczyć”). I w końcu – należy iść na pierniki bardzkie. Są bardzo smaczne (piszę to ja! Zdecydowanie bardziej golonkowa niż słodkościowa). Pierniki bardzkie są starsze od toruńskich i mają nieco inną recepturę. No i ciasto „leżakowane” jest dłużej.

Bardo miało swoje 5 minut w roku 2020, kiedy otwarta została (a może wręcz reaktywowana) fabryka pierników Pani Magdaleny Topolanek. Fabryka mieści się w budynku fabryki pierników Maxa Prause. Po 1945 roku, już po wysiedleniu niemieckich mieszkańców tych terenów, nowi mieszkańcy, nie znając bogatej historii, ani też jej nierozumiejący, zupełnie zaniechali tradycji wypieków pieprznego ciasta. I dopiero na tak zwanej fali lokalnych inicjatyw, powrócono do tego pomysłu.

TUTAJ można sobie poczytać o samej tradycji. A TUTAJ o tym, jak to przypadki często rządzą ludzkim życiem i losem 😉

TU o pomyśle reaktywacji, a tutaj filmik z otwarcia Fabryki.

I wreszcie lineczka do strony samej FABRYKI

I jeszcze jedno – niemal wszyscy są dziś na FaceBooku, zatem polecam bardzo profil Bardo. Na tropie tajeminc historii. Ileż tam ciekawostek! Ile sensacji! Można też odwiedzić Autora na Jego stronie, czy blogu, jeśli kto woli.

A więc…

Bardo to doskonałe miejsce na przystanek – tym bardziej, że wciąż (a piszę to pod koniec roku 2023) trwa przebudowa DK nr 8, zatem można uciec przed korkiem w bok, do miasteczka. I pozwolić sobie na chwilowe wagary.

A TUTAJ są ZDJĘCIA