A w Gdańsku…

Bardzo lubię takie szaleństwa…

Zostałam zaproszona przez Gdańską Organizację Turystyczną do wzięcia udziału w ciekawym projekcie, który na ich zlecenie realizuje zespół Poland by Locals.  

Zwłaszcza teraz, podczas pan-histerii, odrobina normalności bardzo się przydaje.

A więc, po wstępnych przygotowaniach i uzgodnieniach, a także po korektach trasy i liczby obiektów, ustaliliśmy, że warto pokazać Gdańsk inaczej – i zaakcentować ślady gotyku. I niech mi tu nikt nie „marudzi”, że Gdańsk po wojnie został odbudowany, i że gotycka cegła, to jedynie ta, którą mam w domu z jakiejś hałdy z robót drogowych… Sama słyszałam na Długiej, jak ktoś komuś opowiadał, że „ten budynek został wybudowany w tym samym czasie, co ratusz, w średniowieczu, a ocalał dzięki temu, że przylega do ratusza”. Tak. Fenomen odbudowy gdańskiego Głównego Miasta polega właśnie na tym – na zachowaniu tzw. ducha epoki.

Tak więc, po wielu dyskusjach nad trasą, wreszcie ruszyliśmy – jak to się mówi – w miasto.

A co z tego wynikło – można obejrzeć poniżej. Lubię ten filmik, bo pracowałam z fajną ekipą, świeciło (od czasu do czasu) słońce, no i robiłam to, co lubię – czyli byłam znów gadającą głową. 🙂